Drugi zawodnik w mistrzostwach Polski w sprincie w klasie Finn Miłosz Wojewski zdradził, że w Gdyni wystartował po trzymiesięcznej przerwie. - Żeglarstwo jest jak narkotyk. Od tego nie można się uwolnić – wyjaśnił reprezentant OKŻ Olsztyn.
- Po nieudanych dla mnie kwalifikacjach olimpijskich zmieniłem priorytety i bardziej niż swojej zawodniczej karierze poświęciłem się pracy szkoleniowej. Trenowałem reprezentanta Seszeli Allana Julie, który szykuje się do startu w swoich piątych igrzyskach. W czterech poprzednich rywalizował w klasie Laser Standard, a w Rio de Janeiro ścigać się będzie na Finnie. Z kolei w poniedziałek wyjeżdżam do Kilonii, gdzie będę prowadził reprezentację Irlandii w mistrzostwach świata w klasie Laser 4.7 – wyjaśnił Wojewski.


25-letni żeglarz nie ukrywa, że w gdyńskich mistrzostwach wystąpił bez przygotowań, z marszu. - Na moim przykładzie widać, że żeglarstwo jest jak narkotyk. Od tego nie można się uwolnić. Nie pływałem przez trzy miesiące, ale nie wytrzymałem na tym „detoksie”. Miałem chwilę wolnego i od razu przyjechałem do Gdyni, aby wziąć udział w tych zawodach. I jestem bardzo zadowolony, że w tak silnej stawce, przy udziale całej krajowej czołówki, udało mi się zdobyć srebrny medal. Rywalizacja była bardzo zacięta, ale prowadzona wyjątkowo fair – ocenił.

Wicemistrz Polski podkreślił również, że zdobył on pierwszy medal w klasach olimpijskich dla powstałego w zeszłym klubu OKŻ Olsztyn. - Jako ciekawostkę mogę podać, że naszym komandorem jest Karol Jabłoński Mam nadzieję, że mój medal będzie początkiem pasma sukcesów reprezentantów naszego klubu. Perspektywy wydają się optymistyczne, bo w ten projekt mocno zaangażowany jest magistrat. Mnie również Olsztyn bardzo w tych regatach wspierał, jednak muszę podziękować nie tylko prezydentowi miasta Piotrowi Grzymowiczowi, ale również Polskiemu Związkowi Żeglarskiemu, który użyczył mi sprzętu – zakończył Wojewski.